sobota, 16 listopada 2013

Szperanie w człowieku i bezgłośnie poruszanie ustami - Ms. No One

fot. Michał Janusiński
W kwietniu 2011 wydali album "There' s no one inside" zawierajace remiksy utworów pochodzacych z ich debiutanckiego LP "The Leaving Room" wydanego przez Polskie Radio. Zespół zagrał trasę koncertową w 3 krajach, na 8 festiwalach (m.in GRAMY w Szczecinie, Heineken Opener Festival), supportował m.in Primal Scream, NOT, Glasvegas. Ich muzykę dziennikarze muzyczni zwykli definiować jako pokrętną krzyżówkę Portishead z Radiohead, ogromnie klimatyczną, melancholijną, a zarazem melodyjną. (Źródło - profil Fb). Dla Podsłuchalni - Ms. No One!


Mateusz Grzeszczuk: Joasiu - słucham Twojego głosu, przysłuchuje się dźwiękom i cały czas mam w głowie jeden obraz "mocniejsza wersja Mikromusic". Spotkaliście się podobnym porównaniem? Znacie Mikrusów ?

Asia: Do Mikromusic jeszcze nas nie porównywano i przyznam że sami byśmy raczej nie wpadli na to porównanie. Ale pamiętam jeszcze Radiohead, Portishead, Reginę Spektor, Lamb, a ostatnio chyba nawet PJ Harvey. Te porównania zawsze dostarczają nam wiele radości i zwykle  zaskakują.  W zasadzie z pewną uwagą czekamy na kolejne odniesienia, jakie stworzą dziennikarze ( śmiech).
Sławek: Jeżeli chodzi o porównania to dodam jeszcze, że ktoś nas porównywał do Blonde Redhead.
Naprawdę? Analizując nawet warstwę tekstową, sposób formułowania – dostrzegam podobieństwo. Właśnie! Gdzie, jak - powstają teksty waszych utworów ?
A: Jeśli chodzi o słowa do tego konkretnego wydawnictwa to powstawały w dużej mierze na próbach, mniej więcej równolegle z muzyką. Natomiast nie mam jednej zwartej metody, aczkolwiek zawsze najwięcej słów do mnie przychodzi jak się przemieszczam. Najczęściej w pociągu. Czasami to może być dziwne dla innych współpasażerów (śmiech).
Piszesz, piszesz, nagle patrzysz komuś w oczy i ten ktoś, albo myśli, że go przerysowujesz albo piszesz o nim. Ewentualnie - coś knujesz.
A: Niestety to wygląda bardziej neurotycznie. Bo ja unikam spisywania słów w zeszytach, mam takie wewnętrzne poczucie wstydu więc, co chwilę nerwowo chwytam za telefon i tam wbijam litery. No i podejrzewam, że tam jeszcze w grę może wchodzić niekontrolowane, bezgłośne poruszanie ustami, które powtarzają słowa, aż przychodzą kolejne. No dziwna jestem, co zrobić.
S: W wersji tekstowej to faktycznie poletko Asi, więc się nie wcinam.
A: No i właśnie podsumowując – zdarza mi się, że często siedzę sama w przedziale. Co akurat mi nie przeszkadza specjalnie.
Ktoś napisał, że póki jeszcze gracie - jest spokojny o polską muzykę. Wy jesteście spokojni o "własne granie" ? Jacy bywacie na co dzień?
S: Obawiam się, że jestem nudziarzem. 90% moich dni to ekrany komputerów i innych wyświetlaczy.
A: A ja uważam natomiast, że spokój jest przereklamowany.
S: Ale i tak uważam, że spokój > niepokój. I wydaje mi się, że zespołowo jednak skłaniamy się ku temu pierwszemu. Ale to tylko być może spojrzenie bydgoskiego outsidera.
A: No tutaj zgadzam się oczywiście, aczkolwiek myślę, że paradoksalnie nam wszystkim spokój może dawać to, że podobnie postrzegamy różne obszary związane ze światem około muzycznym. Apropos outsidera – myślę, że to dotyczy całego Ms. No One, taka właśnie podstawa.
Filozoficznie dodając, Epikur twierdził, że spokój to też odrętwienie.
fot. Kama Bardadyn
A: To byłaby dobra klamra mojej wypowiedzi na ten temat.
Ale zespół nie stoi w miejscu. Co się wydarzyło w zespole w przeciągu dwóch lat?
S: Przez ostatni rok wydarzyła się płyta. Choć tak jak Asia pisze, powstaje ona już od dwóch.
A: Bo tak było.
S: Ale przez ostatni rok mocno zintensyfikowaliśmy działania.
Leniwa Asia? (śmiech)
A: (śmiech) Absolutnie! Te dwa lata były dla nas bardzo intensywne i po raz pierwszy doświadczyłam, co znaczy spotykać się na regularnych próby i ze spokojem układać dźwięki i słowa z innymi. To było bezcenne.
S: Akurat określenie „leniwa Asia” w kontekście zespołu to oksymoron. To ona ogarnia większość spraw.
A: To był potrzebny czas, żebyśmy mogli poszperać w sobie i odnaleźć to, co chcemy dać innym muzycznie.
S: Całkiem nieźle dotarliśmy brzmieniowo przez ten czas…
Mam nadzieję, że płytę dostanę prędko. Już teraz, co nie - co sobie przysłuchiwałem i wiem, że Ms. No One będzie moim zespołem "na wieczór". Mieliście taki moment gdzie siedliście sobie spokojnie i zaczęliście po prostu słuchać. Może sami? Jakie macie odczucia - słuchając tego materiału? Czym ten krążek jest dla was- ale tak bardzo osobiście. Jakie emocje wzbudza?
S: Znając ten materiał od podszewki trudno podejść do niego na nowo. Na każdej płycie są jacyś „faworyci”. Mam swoje ulubione utwory, których będę sobie słuchać od czasu do czasu. Przede wszystkim cieszę się, że płyta wyszła dokładnie tak jak chcieliśmy, bez żadnych ingerencji. Mieliśmy ten komfort, że mogliśmy sobie sporo materiału przetasować w trakcie ustalania tracklisty. Ludzie mówią, że brzmimy dość mrocznie, osobiście tego nie odczuwam, ale może dlatego, że słucham dużo bardziej depresyjnej muzyki na co dzień.



A: „na wieczór” – to doskonałe określenie, bo zdecydowanie ciągnie nas bardziej w te rejony. Co do odsłuchu – po dłuższej przerwie, słuchałam całej płyty w drodze do Warszawy. Ponieważ w pewnym momencie zaczęła mnie boleć żuchwa, zorientowałam się, że ciągle się uśmiecham Tak więc, po raz kolejny smutne piosenki dają mi ogromną radochę. Mam kilka swoich ulubionych utworów. Mój faworyt to Kaszuby, może dlatego, że powstał na samym końcu i jakoś mnie ciągle jeszcze mocno trzyma przy sobie.
S: A mój to page114 i Virginia.
A: Jeżeli chodzi o mrok, o którym wspominał Sławek. To rzeczywiście my nawet tego nie dostrzegamy, bo nam to przychodzi po prostu naturalnie. Te wszystkie „ciemności”.
Może jako zespół macie swojego osobistego „demona”.
A: Myślę, że mamy nawet kilka ( śmiech).
S: Tak, zdecydowania ( śmiech).
(śmiech). Chyba w tym całym spokoju, "smutku", stronicie od "pudelkowych" klimatów? chyba nie bardzo byście chcieli być tak może na siłę, wszędzie?
A: Mnie absolutnie to nie interesuje, myślę, że są bardziej medialne tematy.
S: Chyba nie mamy cech współczesnych celebrytów. Nie mamy też potrzeby darcia Biblii i wychodzenia na scenę w bieliźnie.
A: Sławek, nie wiem jak Ty, ale ja na scenę zawsze wychodzę w bieliźnie (śmiech). Ale Biblii nie drę – fakt. Książki trzeba szanować.
Sławek, co by się stało, gdybyś zobaczył się na okładce jakiegoś pisma life-stylowego?
A: Czekam na ten moment Sławek!
S: Naprawdę musiałoby się coś niezwykłego wydarzyć, tylko jeszcze nie wiem co… Mi wystarczy świecąca koszulka, mam jeszcze gadającą, ale nie było okazji jej wypróbować.
A: Wszystko przed nami, przecież planujemy ograniczyć moje konferansjerki.
Kiedy wpadliście na pomysł, aby zmontować klip z filmów podróżników? Z jakich miejsc są tam fragmenty?
A: Oczywiście pomysł pojawił się podczas podróży. I tak sobie pomyślałam, że takie przemieszczanie się, podróże, ucieczki są czasami bardzo potrzebne, bo dobrze się po nich wraca. I z tą myślą skrobnęłam do naszych fanów. No i zaczęli nam słać swoje wyprawy przeróżne są obrazy z Belgii, Niemiec, Czech, Polski, a nawet Islandii.
Wrzuciliście własne obrazki?

A: Tak powrzucaliśmy trochę nietypowych obrazów z naszej ówczesnej trasy. A widziałeś nasz nowy klip do singla Page 114?

Tak widziałem. Lasy, łąki...

A: Kręciliśmy ostatniego dnia lata i tak pięknie nam się złożyły te przechadzki po polach i lasach. Latałyśmy w tych krótkich kieckach, ale udało się uniknąć kleszczy, na szczęście ( śmiech).

Lepiej się czujecie w angielskim, czy polskim?

S: Kwestie językowe w zespole to Asiowe zakątki.

A: Nie mam reguły. Myślę, że nienajgorzej piszę i po polsku i po angielsku. Aczkolwiek nie ma co udawać wiadomo, że słowa po angielsku przychodzą łatwiej. Natomiast nigdy nie mam z tym kłopotu bo wiem, że mój angielski nie wynika z tego, że nie potrafię w swoim języku używać słów tylko po prostu czasami czuję coś innym językiem niż tym, który mnie nauczono.

S: Osobiście preferuję Miski w wydaniu angielskim, ale to pewnie dlatego, że jestem anglistą. Uważam, że angielski jest bardziej melodyjnym językiem, a ja niestety jestem tekstowym ignorantem.

Sławek – tekstowy ignorant, co jest więc dla Ciebie najważniejsze?
A: Melodia.
S: Od zawsze preferowałem muzykę instrumentalną i mi tak zostało, że wokal traktuję w kategoriach instrumentu, a nie środka przekazu.
A: Sławek mówi, wydaje mi się o czymś częstym. Szczególnie przy tekście angielskim, że ludzie łapią rytm i jego melodię, a tekst jest drugorzędny. Ale kiedy rozmawiam z ludźmi po koncertach i oni cytują mi słowa naszych utworów, to wiem, że jednak dla wielu osób słowa mają ogromne znaczenie. Może dlatego myśląc o kolejnym wydawnictwie zakładam, że wszystkie będą po polsku. Zobaczmy, może się uda.

S: Naprawdę?

A: No tak, naprawdę (śmiech).

S: No nie pozostaje mi nic innego, tylko przyjąć to do wiadomości i ze smutkiem pomachać angielszczyźnie ( śmiech).

Wierzycie w to, że tekst może zmienić coś w słuchaczu? Mela Koteluk w wywiadzie mówiła nawet, że jej słuchaczka pod wpływem jej piosenki - postanowiła zerwać z chłopakiem.

A:  Uważam, że tekst może wiele zadziałać, a w połączeniu z muzyką to bywa mieszanka wybuchowa. Ja się spotkałam z tym, że ktoś mi kiedyś napisał coś odwrotnego, że po wysłuchaniu utworu „Grudzień” z The Leaving Room zrozumiał, o co chodziło jego dziewczynie, która pewnego razu wyszła nie trzaskając drzwiami.

S: Zupełnie poważnie mówiąc – takie sytuacje mogą być dla twórcy miłe i kłopotliwe. Zależy od interpretacji słuchacza i od tego, co pod wpływem słów zrobił.

Co Wasza piosenka mogłaby zmienić w drugim człowieku?

A: Pamiętam, kiedyś Jan Wołek opowiadał, jak jeszcze za studenckich czasów śpiewał swoje piosenki z gitarą. Wtedy jeden ze słuchaczy mu powiedział, że on ma umiejętność nazywania rzeczy, których nikt nie potrafi nazwać. I jak się już to usłyszy, to może mieć to ogromną moc, bo drugi człowiek może się z nimi utożsamiać. Ja osobiście nie uważam żeby moje słowa miały jakąś moc wielką, ale po jednym z koncertów otrzymałam maila, w którym dziewczyna napisała mi, że jedna z naszych najbardziej depresyjnych piosenek (moja ulubiona) „Wwa”, paradoksalnie pomogła jej trochę oswoić własne lęki. Więc najwidoczniej dobrze jej zrobiło, że to usłyszała od nas.

S:  To już są rejony naszej twórczości, których nie ogarniam ( śmiech).

A: No, od tego macie mnie (śmiech).

Nie macie też jakiegoś w sobie smutku, trochę rozczarowania, że nadal trafiacie nie do takiej ilości słuchaczy do jakiej byście chcieli?
A: Wracając do początku – do spokoju. Właśnie po to były nam te dwa lata. Zupełnie świadomie w pewnym momencie odcięliśmy się od trybu w jakim to wszystko zmierzało bo mieliśmy poczucie, że to droga donikąd i na dodatek nie nasza. Więc trzeba było się zatrzymać. Teraz to rozwija się na nowo, ale w rytmie jaki my bardzo cenimy. Który sami sobie wypracowaliśmy i do którego mamy przekonanie, że idealnie do nas pasuje.
Także nie ma w nas jakiegoś ciśnienia, nie śledzimy sto razy dziennie czy nam wzrasta liczba fanów, i jak wyglądają nasze statystyki. Wolimy skupić się na tym co nam idzie najlepiej, czyli robieniu piosenek, a co ma być będzie i trochę już jest.
Pozwoliłem sobie powiedzieć o tym, że nie trafiacie do takiej ilości słuchaczy jakbyście chcieli - właśnie ze względu na statystyki. Czasami liczby mówią wiele.
A: Czasami niewiele. Tym bardziej, że można je sztucznie zawyżać. Najwięcej mówi głównie to, czy zespół gra koncerty i jak im one wychodzą.
Wasze wspomnienia z występów? Może coś, co Wami mocno "potrząsnęło"?
A: Na pewno sporym szokiem był dla mnie występ na Openerze. Wtedy pierwszy raz doświadczyłam tego, że ktoś przed sceną śpiewa z nami nasze piosenki. Była moc.
S: Dla mnie największym przeżyciem było jak usmażył mi się komputer. Zdaje się na pierwszym wspólnym koncercie, na szczęście tylko na ostatni utwór.
A: A rzeczywiście, pamiętam (śmiech).
Piotr Stelmach powiedział o Was, że podczas GRAMY zdeklasowaliście innych ciszą. To Wasza tajna broń? "Walka na cichość" ?
A: Myślę, że po prostu dajemy naszej muzyce przestrzeń, w której może wybrzmieć. To jakoś naturalnie nam przychodzi.

W jakiej przestrzeni najchętniej usłyszelibyście Waszą muzykę zechcielibyście zagrać?
A: Nie wiem. Może dlatego, że mam poczucie, że przestrzeń tworzą ludzie nie miejsce. Występowaliśmy w różnych zakątkach i zawsze klimat i jego natężenie tworzył się między nami, a ludźmi, którzy zdecydowali się nas posłuchać. Niemniej moim największym marzeniem jest móc zagrać na Islandii.
Kim może być Wasz słuchacz, jaki on jest?
A: Po rozmowach z nimi, wiem, że w jakiś sposób to co tworzymy wspólnie ma dla nich sporą wartość i wracają potem na kolejne koncerty. Co dla mnie najciekawsze nie ma jednej zwartej grupy wiekowej, która przeważałaby podczas naszych występów. A powiem, że najciekawszą rozmowę o naszych piosenkach przeprowadziłam z 80 letnią Niemką, która była na naszym koncercie w Norymberdze.
Co do tworzenia. Pierwsze powstaje u Was linia melodyczna i piosenka szuka swojego tekstu, czy zupełnie odwrotnie ?
A: Jak wspominałam wcześniej w przypadku albumu Backseat Stories wszystkie piosenki powstawały równolegle na próbach, zarówno muzyka jak i teksty. Tak się jakoś wydarzyło, że razem z dźwiękami przychodziły do mnie również pierwsze słowa i to dalej mnie ukierunkowywało. Oczywiście potem coś tam jeszcze poprawiałam, zmieniałam niemniej cały szkielet i zamysł "o czym to będzie" powstawał razem z muzyką.
Najbliższe plany zespołu?
5 grudnia rozpoczynamy w Krakowie pierwszą część naszej trasy koncertowej. I tak już zostanie do późnej wiosny. Szczegóły na naszej stronie facebookowej : www.facebook.com/noonemiss
Dziękuje serdecznie za rozmowę!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz