niedziela, 17 listopada 2013

Recenzja: Halina Mlynkova - Po Drugiej Stronie Lustra (2013)

Halina Mlynkova = Brathanki. Brathanki = Czerwone Korale. Idę o zakład, że dziewięć na dziesięć osób będzie miało dokładnie takie skojarzenia. Równie pewny jestem też tego, że mniej więcej w podobnych proporcjach rozkłada się wiedza na temat tego, że Mlynkova od dziesięciu lat nie jest związana z żadnym zespołem. Dwa lata temu wokalistka wydała swój pierwszy solowy longplay "Etnoteka". Teraz powraca z kolejnym wydawnictwem zatytułowanym "Po drugiej stronie lustra".

Jeszcze przed premierą albumu na antenie Polskiego Radia Halina stwierdziła, że na polskiej scenie folkowej jest jedyną kobietą. Jeśli przyjrzeć się stronie bardziej komercyjnej muzyki to racja jest po jej stronie. Jeśli natomiast zagłębimy się bardziej, to była wokalistka Brathanków nieco mija się z prawdą. Nie mniej jednak, do szerszej publiki na pewno szybciej dotrze wieść o nowym krążku pięknej Haliny Mlynkovej niż o dogorywaniu świetnej grupy Żywiołak. Wyjątkowości drugiemu wydawnictwu wokalistki miała dodać inspiracja muzyką irlandzką. Rzadko spotykany zabieg i przyznaje, że mnie zachęcił do zapoznania się z tym, co ma nam do zaoferowania urodzona w Czechach piosenkarka.



Już pierwsze brzmienia płyty przenoszą w klimat, który kojarzy mi się z legendarną formacją Clannad. Skąd pochodzi Clannad? Oczywiście Irlandia. Przypadek? Nie sądzę. Bardzo ciekawym zabiegiem jest zarówno otwarcie jak i zamknięcie albumu tytułowym utworem "Po drugiej stronie lustra". Obie wersje oczywiście różnią się od siebie, ale każda z nich zachwyca bogatą aranżacją i niezwykłą atmosferą tajemniczości. W mój gust najbardziej trafił świetny klawisz. Po jego dźwiękach aż chce się słuchać kolejnych kawałków lub wracać do odtwarzania płyty. Wszystko zależy czy słucham prologu czy epilogu. Kolejnym numerem jest singiel "Aż do dna'. Tutaj mamy już Irlandię pełną gęba. No jakby nie patrzeć, jeśli promujemy album inspirowany muzyką irlandzką, to singiel właśnie taki musi być. Jest wesoło i skocznie. W sam raz do radia.
Bardziej wymagająca dla słuchacza jest następna zarejestrowana kompozycja. Ballada "Ostatni raz", czyli zdecydowanie jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Halina udowadnia w nim, że ma to, co powinna mieć dobra piosenkarka - wokal. Pozornie fakt banalny, a jak w ostatnich czasach trudny do zrozumienia. Numer cztery, a więc stacja pod nazwą "Karczma Upiorów". Celtycki, baśniowy i nieco alkoholowy klimat. Karczma to karczma - płyny wyskokowe muszą być. 

Po szaleństwach następna chwila spokoju. "Aniele mój" to błagalne wołanie o oczyszczenie z grzechu, która nie do końca trafia w mój gust. Przy pierwszym przesłuchaniu płyty zdziwiłem się, że przez początkowe numery mamy na zmianę piosenkę wolną, szybką, wolną itd. Jak się okazało chwyt ten stosowany jest przez cały album. Domyślam się, że takie ułożenie kawałków nie wzięło się z kosmosu. "Chłopak z naręczem gwiazd" jest kolejną prośbą skierowaną do bóstw. Tym razem o tytułowego chłopaka. Jeden z nielicznych numerów na płycie, któremu bliżej do klimatów folku polskiego niż tego z rodem z wysp brytyjskich. Jakby piosenka znalazła się wydawnictwie Brathanków to raczej nikt nie byłby zaskoczony.

Następna ballada 'Lorelai' nieco mnie nudzi i jest to najsłabsza wolna kompozycja na płycie. Tuż po niej przychodzi kolei na najmniej odpowiadającą mi szybką propozycję. "Choć masz duży nos" odpycha mnie głupim tekstem, który totalnie nie pasuje do reszty numerów. Gdybym miał wybierać piosenkę, której nie chciałbym na krążku, to bez wahania wskazałbym na ten kawałek. Wszelkie negatywne doznania zanikają wraz z rozpoczęciem doskonałego numeru "Bóg tu zmarł". Dla tej piosenki warto zapoznać się z nowym wydawnictwem Mlynkovej. Jest tu dosłownie wszystko to, czego oczekuje od muzyki. Mroczny klimat, niebanalny tekst i świetna wokalistka. Czego chcieć więcej? Noc i słuchawki na uszy - polecam wszystkim! Nie mogę też uciec od pewnej dygresji. Jako wieloletni obserwator Konkursu Piosenki Eurowizji jestem niemal pewny, że "Bóg tu zmarł' poradziłby sobie w stawce konkursowej. Zapewne jednak, Polska ponownie nie wystartuje w ESC. Szkoda, bo mielibyśmy świetną kandydatkę...

Końcówka płyty potwierdza, że Halina Mlynkova jest w znakomitej formie. "Zjawa" i 'Nie pragnij mnie' to piosenki o zbliżonym klimacie. Może pierwsza jest nieco bardziej folkowa, ale obie odnoszą się do kwestii miłości i zazdrości. Jak pisałem już we wcześniejszych recenzjach nie są to moje ulubione tematy w muzyce. Jednakże mamy tu do czynienia z odmianą(dużo bardziej ambitną) popu. W tej sytuacji trzeba odstawić swoje uprzedzenia na bok i należy obiektywnie ocenić to, co serwuje wokalistka. Pomiędzy w/w piosenkami umieszczony jest jeszcze utwór "Deszcz". Dowodzi on, że na płycie wolne i klimatyczne piosenki wypadają zdecydowanie lepiej. Na koniec pojawia się wisienka na torcie, czyli wspomniany na początku epilog "Po drugiej stronie lustra".

Pierwsze solowe wydawnictwo Mlynkovej nie oczarowało mnie. Owszem, znalazłem tam kilka numerów, do których chętnie wracam, ale cała "Etnoteka" nie powaliła. Teraz Halina postawiła mnie pod ścianą. Dała mi tak mocne argumenty, że musiałem się im poddać. Dużo eksperymentowania, nowatorskich połączeń, ale najważniejszy jest inny fakt. Nowy longplay piosenkarski jest świeżym powiewem wśród polskich premier płytowych. Warto jeszcze podkreślić, że na pewno nie jest to album, który należy do najłatwiejszych w odbiorze. Pomimo tego, że częściowo wszystko wydaje się miłe i przyjemne to w niektórych momentach warto się wsłuchać i zagłębić. W ciągu dnia polecam utwory szybkie, wieczorem natomiast słuchaweczki i ballady. Tak najłatwiej poczuć klimat.


Halina udowodniła, że nie stoi w miejscu. Widzieliśmy już ją w wydaniu folku polskiego, orientalnego, bałkańskiego i teraz przyszłą kolei na Irlandię. Warto śledzić kolejne poczynania wokalistki. Z całą stanowczością polecam "Po drugiej stronie lustra". Mam taką cichą nadzieje, że po jego odsłuchania zmniejszy się odsetek osób, które kojarzyć będą Mlynkovą z dziewczyną od czerwonych korali. Pani Halina naprawdę na to zapracowała!

Halina Mlynkova - Po Drugiej Stronie Lustra
Rok wydania: 2013
Gatunek: Etno-folk, pop

Ocena: 8/10

MACIEJ SKOMAROWSKI

2 komentarze:

  1. ta płyta to perełka, jest od a do z genialna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. takich wokalistek nam potrzeba, które niei da na łatwiznę, tylko odkrywają cos nowego, jej nie potrzebne jest lansowanie sie na salonach, ona ma duzo bogatsza oferte do zaoferowanie,
    świetny gatunek muzyki, taki skoczny , inny, bardzo dobry :))

    OdpowiedzUsuń