poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rap Przegląd: Nowy król Nowego Jorku

Powiedzieć, ze scena w USA przeżywa teraz trzęsienie Ziemi, to tak jakby mówić swoim rodzicom po powrocie z potężnego zalania się, że wypiło się „dwhaaa piffga..”.  Cóż takiego się stało, że uśpieni, skupieni na powiększaniu rozmiaru swoich kont i zaliczaniu tych samych panienek w najróżniejszych kombinacjach raperzy przypomnieli sobie, że hip-hop to również rywalizacja i chęć bycia najlepszym? Co było impulsem, który uderzył w nich z siłą, z jaką uderzyli w marynarzy z Meksyku kibice Ruchu? Otóż był to sympatyczny człowiek na fotografii po lewej stronie.



Wygląda niepozornie prawda? Też tak sądziłem. No ale co by nie mówić, w rapie ładna buźka za bardzo się nie liczy (w ogóle się nie liczy dla facetów, no chyba, że tych co na dźwięk słów „pocałuj mnie w dupę” rumienią się ze wstydu), w rapie liczą się skille, bezpośredniość i sposób w jaki docierasz do swojego słuchacza. Ten pan jakiemuś Pitbull’owi czy innemu Flo-Rida’e spod mikrofonu nie wypadł, a sam Dre mówi o nim jako o swoim kolejnym wielkim odkryciu (po Snoopie, X-Zibicie, Eminemie, po części 50 i The Game’ie). Samą sylwetką tego sympatycznego człowieka zajmiemy się przy innej okazji, ale sądzę, że średnio zorientowani fani rapu już doskonale wiedzą o kim mówię. Scenę poruszył wersami KENDRICK LAMAR , dokładniej rzecz biorąc na featuringu u Big Sean’a. Chodzi plotka, że po Kendricku nawija jeszcze jakiś raper, ale nikt nie podjął się zadania sprawdzenia tego donosu.



  Osobom nie szprechającym w języku Trzęśwłócznia zbyt dobrze śpieszę z króciutkim, acz, mam nadzieję, treściwym wyjaśnieniem co do czego i dlaczego. Chodzi głównie o wersy:



I’m usually homeboys with the same niggas im rhymin wit

But this is hip hop and them niggas should know what time it is
And that goes for Jermaine Cole, Big KRIT, Wale
Pusha T, Meek Mill, A$AP Rocky, Drake
Big Sean, Jay electron', Tyler, Mac Miller
I got love for you all but I'm tryna murder you niggas
Tryna make sure your core fans never heard of you niggas
They dont wanna hear not one more noun or verb from u niggas

Gdzie, Kendrick najpierw tłumaczy, że zazwyczaj jest on ziomem dla ludzi, z którymi nagrywa, ale to jest HIP HOP, po czym wymienia z ksywki swoich dobrych znajomych, którym pozjadał kiedyś kawałki (ZAWSZE), bądź ich po prostu lubi (bo zjadł im jakieś luźne numery). Potem następuje tłumaczenie, że ma dla nich miłość, ale teraz próbuję ich zamordować, chce być pewny, że ich najwięksi fani nigdy już o nich nie usłyszą, że nie będą chcieli usłyszeć już o nich żadnego czasownika czy rzeczownika… BENG. W tej zwrotce Kendrick również stawia się obok najlepszych MC na scenie (jego, choć i wielu innych ekspertów też, zdaniem): Eminema, Andre 3000 (to ten od HEEJJJ JAAAAA), Nasa i Jaya-Z, a reszcie radzi się nie wpier…niczać za bardzo, bo po prostu nie mają do elity podbicia. BEENG!                     Jakby tego jeszcze rapowym głowom było mało, to Kendrick w tej zwrotce tytułuje się królem Nowego Jorku, który od zawsze uważany jest za swoistą stolicę rapsów. BEEEEEEENG!!!                         Troszkę tego dużo jak na jeden raz, przyznacie? No i po wypuszczeniu numeru z tą zwrotką się zaczęło… Najpierw oczywiście do roboty wzięli się internauci, którzy stworzyli serię memów dotyczących samego Kendricka oraz reszty graczy w mainstream’ie. Delikatnie mówiąc, nie zawiedli. Musiałbym tu wrzucić pół Internetu, a na to nie mamy miejsca, także specjalnie dla Was, wybrałem moje ulubione 3, łapcie (ja płaczę, oglądając niektóre :D):





Pośmialiśmy się, to czas na poważne sprawy. Po internautach swój sprzeciw wyrazili raperzy. Najpierw za pośrednictwem piątego elementu rapsów, czyli portali społecznościowych, potem klasycznie, na majku. Wielu mniej znanych, którzy poczuli, że dissem na Lamara, można wyciągnąć te +50 lajków na fejsie, zostanie zignorowanych, bo jak inaczej tłumaczyć fakt, że autorem jednego jest nastolatek? O wypisywaniu przez paru nawiedzonych, że poleciał świetnie nawet nie wspominam. Pomijając płotki, parę bardziej tłustych rybek z Oceanu Rapowego również poczuło się mniej lub bardziej urażonymi. Lupe Fiasco (2 numery), B.O.B. czy Juel Ortiz (który nagrał taki numer, że whooooaa) to nie są nic nieznaczące ksywki w USA. W ogóle, w sieci jest do ściągnięcia mixtape, na którym są dostępne wszystkie bardziej znaczące dissy w stronę reprezentanta Compton. Takim osiągnieciem może pochwalić się również legenda rodzimej sceny Massey, ale nie czuję się godny by pisać o nim swoje wypociny. Także wracając do meritum i akcji „zdissuj sobie Kendricka Lamara” , to odzew był naprawdę potężny. W większości wywiadów, jakie zostały udzielone w ciągu ostatnich dni, musiało paść pytanie o słowa tego pana, wiele osób mniej lub bardziej znanych publikowało swoje oświadczenia w tej sprawie, niektórzy, jak wspomniany przeze mnei Lupe Fiasco, pod presją swoich fanów nagrywali dissy, inni siedzieli cicho, a jeszcze inni czuli się źle, że K-Dot o nich zapomniał. JASNE. Każdy wie, że byli bardzo szczęśliwi z powodu braku zainteresowania przez tego potwora. Najlepsze track to według mnie numer od Ortiza, który wgniótł mnie w fotel, także łapcie do niego link, a resztę już musicie sobie znaleźć sami, co, uwierzcie mi, nie jest absolutnie trudne:


Generalnie rzecz biorąc, Kendrick rozruszał scenę i przypomniał wszystkim o tym, że w rapie liczy się RYWALIZACJA, a nie wzajemne klepanie się po pupkach, szczególnie kiedy dopiero dążysz na szczyt. A sam zainteresowany doskonale wie, że dotrzeć tam może i jest miejsca obok najlepszych głodny bardziej niż ktokolwiek inny. Zrobił płytę roku 2012, niszczy każdy featuring do jakiego jest zaproszony, nawet do humorystycznego numeru z The Lonely Island poszedł w opór poważnie. Już w 2010 roku był świadom tego, że jest KIMŚ, choć wtedy rzucanie słów „I am the Best rapper alive” było mocno na wyrost, to myślę, że teraz znajdzie się więcej zwolenników tej teorii, choć do ścisłego topu jeszcze troszkę mu brakuje. Ale to kwestia czasu, mówię wam, wspomnicie moje słowa.




P.S. Chciałbym dodać, że temat artykułu w żadnym stopniu nie jest inspirowany Popkillerem i faktem, że kilka godzin temu opublikował on tekst o tej samej tematyce. Ja piszę teksty na poniedziałek, także to zbieg okoliczności, poza tym nisko bym upadł zabierając komuś pomysły na artykuł. Wiem, że tłumaczy się tylko winny, ale chciałbym po prostu uciąć wszelkie zbędne spekulacje czy wnioski.

HUBERT MISZCZUK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz