środa, 31 lipca 2013

,,Muzyka podana saute, bez bitej śmietany i wisienek'' - Poprzytula

Powstali za sprawa połączonych mocy Kuby Mitoraja i Alicji Kalinowskiej, która jest liderką zespołu. Znana m.in. z występu na koncercie ''Debiuty 2008'' w 45. KFPP (z zespołem Alkaline). 06.05 tego roku nakładem ''Anteny Krzyku'' wydali swój debiutancki album. Dla Podsłuchalni-Poprzytula!

Wystąpiliście u Kuby Wojewódzkiego. Jak doszło do tego wydarzenia? Dziennikarz złożył propozycję?

KUBA: Ala, występując w programie X-Factor podrzuciła naszą epkę Kubie. Po jakimś czasie odezwał się do nas i zaprosił do swojego programu. To była dla nas jedna z pierwszych możliwości konfrontacji ze światem z poza zamkniętych pomieszczeń, w których tworzyliśmy materiał na Pobudzika. Tym milej nam było tam wystąpić.




ALICJA: Bardzo zależało mi na tym, aby Kuba usłyszał naszą muzę. Byłam ciekawa jego opinii. Rozmawialiśmy trochę o kondycji polskiego rynku muzycznego, nie dochodząc oczywiście do żadnych rewolucyjnych wniosków;) Kubie spodobała się nasza muza, po programie odpisał,  że zaprasza nas do programu i kibicuje. To fajne.

 Alicjo, jak wspominasz swój występ na Debiutach 2008 w 45. KFPP? Wtedy z zespołem Alkaline.

ALICJA: To było ważne wydarzenie w moim życiu. Od samego początku traktowałam występ jako sposób na zaprezentowanie zespołu szerokiej publiczności, a nie jak konkurs. Alkaline było gotowe do wydania płyty, mięliśmy sporo własnych piosenek, sporo nadziei. Bardzo chcieliśmy przedstawić naszego singla na scenie amfiteatru. I mimo wielkiego szacunku i sympatii do twórczości Wojciecha Młynarskiego (którego piosenkę musieliśmy zaprezentować) uważam, że na Debiutach zespoły powinny prezentować swój autorski materiał. Z perspektywy czasu widzę, że nasz wybór, zarówno samej piosenki jak i rock&rollowy jej aranż, za daleko odbiegł od klimatu zespołu. Nie daliśmy się w pełni poznać polskiej publiczności. Oczywiście to była bardzo cenna lekcja, bo trzeba było zmierzyć się z dość dużą sceną, zwalczyć tremę, opanować emocje, „udźwignąć telewizor” czyli transmisję na żywo;)

Zwróciłem uwagę w szczególności na wasze staranne teledyski. Bath Song, Nibylandia. Jak wyglądała praca nad ich tworzeniem? To wasza wspólna wizja, czy narzucona z góry?

KUBA: W obu klipach, poza nieocenionym wkładem twórczym i technicznym ekip, które odpowiedzialne były za ich realizację jest też spory ładunek naszych pomysłów i pracy. Są chyba dwie główne przyczyny, dla których musiało się tak stać. Po pierwsze dlatego, że mamy w głowach dość wyraźny obraz tego, co chcemy przekazać za pośrednictwem naszych piosenek, co od razu kreuje pomysły, które idą w parze ze znaczeniem słów i odpowiadają naszej estetyce. Po drugie ze względu na to, że jesteśmy dość młodym zespołem, w dodatku tworzącym muzykę, która raczej nie trafi nigdy na playlisty dalekosiężnych polskich rozgłośni, minimalizując koszta, wzięliśmy całkowicie na siebie kwestie produkcyjne: ogarnięcie logistyki, planów zdjęciowych, aktorów, strojów, rekwizytów leżało po naszej stronie. Wszystko było oczywiście konsultowane na bieżąco z ekipami i ostateczne decyzje należały do filmowców a pomysły ewoluowały zarówno we wspólnych 'burzach mózgów' przed zdjęciami, jak i bezpośrednio na planie zdjęciowym. Z ciekawostek to, o ile „Bath Song” przebiegł jak w tempie zabójczym: kreatywne spotkanie w Łodzi z Michałem i Magdą tworzących grupę Motion Pikczer, dwa tygodnie przygotowań w Opolu i dwa bardzo intensywne, zapięte co do minuty dni zdjęciowe, tak pierwsze, nieudane próby skonstruowania akwarium potrzebnego nam do zdjęć do Nibylandii rozpoczęły się około rok przed powstaniem klipu. Tak więc okazało się, że 'wszechstronnym muzyk być musi' i nie obyło się bez potrzeby dokształcenia się w dziedzinach fizyki i chemii. Ale było warto. Za zdjęcia i montaż „Nibylandii” odpowiedzialna jest grupa Holeinmoon.



''Pobudzik''. Z tego co mi wiadomo utwory powstawały ponad trzy lata. To chyba dużo czasu, ale czy niezbyt długo?

KUBA: Hmm.. To na tyle długo, że sami, oglądając się za siebie zauważamy całkiem daleką muzyczną drogę, jaką przez te trzy lata przeszliśmy. Czy to źle? Łatwiej na pewno z perspektywy czasu ocenić swoją twórczość i wybrać najsmakowitsze kąski, z drugiej strony wiele starszych piosenek, głównie tekstów wylądowało w koszu, albo uległo sporym przeobrażeniom ze względu na nieustającą ewolucję poglądów i fascynacji. Powstał więc materiał z pewnością różnorodny, jeśli również spójny, to znaczy, że wyszliśmy z tej trzyletniej podróży zwycięsko.

ALICJA: Dodam tylko, że pierwsze pieśni Poprzytulne powstawały sobie spokojnie na boczku, nie zawadzając innym projektom muzycznym, w które w tamtym czasie byliśmy zaangażowani. Stąd też pewnie te 3 lata. Dzisiaj Poprzytula wysunęła się wyraźnie na prowadzenie jeśli chodzi o nasze priorytety.

 ''Poprzytula''. Zawsze zgadzacie się w 100% co do muzycznych wizji, czy jednak trzeba dojść do porozumienia, przekonać, poprzytulać:)? 

KUBA: Oczywiście, że nie  Im człowiek starszy, tym bardziej ugruntowany w tym, co uważa za dobre i złe. To samo zjawisko występuje w muzycznym 'ja'. Nasze dyskusje jednak, jakkolwiek nie były by zawzięte, zawsze prowadziły do ostatecznego porozumienia.



ALICJA: Ufam Kubie muzycznie na tyle, że chętnie zapuszczam się  w nowe dla mnie rejony. Generalnie proces powstawania naszych piosenek jest na tyle komfortowy, że każdy z nas może się wypowiedzieć i staramy się nie zamykać sobie nawzajem ust. Co najwyżej piosenka będzie musiała swoje odleżeć, przemyśleć swój życiorys. Wrócić. Odmieniona.

 Od przełomu marca/kwietnia wyruszyliście z promocją krążka. Wasze wrażenia?

KUBA: Cieszy nas bardzo odbiór koncertów. Tak się złożyło, że większość z nich zagraliśmy akustycznie. Muzyka produkcyjna podana saute, bez bitej śmietany i wisienek, która nadal dobrze smakuje, to coś bardzo motywującego:)

ALICJA: Przez to, że gramy akustycznie, a często są to koncerty kameralne obserwujemy z bliska reakcje ludzi. Zbieramy opinie. Nasza muzyka jest przyjmowana z reguły bardzo pozytywnie. Aż sama się dziwię jak bardzo ludzie są otwarci na to, co im muzycznie oferujemy. Muzyka taka jak nasza wymaga przystanięcia, wsłuchania się w liczne melodie i motywy, w tekst. Na szczęście znajdują się tacy, którym się chce. Pozostaje nam teraz grać jak najwięcej koncertów.

Ktoś napisał, że rozpiętość stylistyczna waszego krążka, ,,tonuje pierwiastek ukochania''. Stawiacie na pojedyncze kawałki, single, czy zwracacie uwagę na całościowy charakter płyty?

KUBA: Być może to prawda, że bez jednolitego obszaru stylistycznego, ciężko jest pozyskać sobie fanów, do których nasza muzyka trafi w całości. Pozostaje nam liczyć na to, że są gdzieś tam ludzie, którzy potrafią docenić muzykę stając ponad szufladkami stylistycznymi. Na pewno jest ich mniej, niż tych zatopionych w konkretnych gatunkach muzycznych i, być może podważa to nasze prawo do jestestwa na muzycznym rynku, ale od zawsze też sprzedaż muzyki była dla mnie raczej skutkiem ubocznym procesu tworzenia, niż jego nadrzędnym celem. Płytę tworzyliśmy bez założeń, spontanicznie, tak, jak w danym momencie chcieliśmy, a jej charakter, to mój charakter łamane przez charakter Ali:)

Kuba- Bipolar Bears, Alicja- Soul City. Trzeba było początku przebrnąć pewną drogę muzyczną, poszukać na niej, tego co się pragnie najbardziej, aby w końcu 'ustabilizować się' muzycznie?

KUBA: Nie wiem, czy istnieje coś takiego, jak stabilizacja muzyczna. Cały czas się zmieniamy, a z nami zmienia się muzyka, którą tworzymy i sprawy, o których chcemy pisać. Myślę, że rodzaj muzyki i filozofie nie mają żadnego znaczenia. To, czego się pragnie i szuka, to poczucie spełnienia i, w jakiejś części, poczucie bycia docenionym.

ALICJA:  Myślę, że w pewnym momencie człowiek po prostu bardziej wie czego nie chce w muzyce. To jest ten rodzaj świadomości, która nie zamyka, a otwiera na nowe, powoduje, że można tworzyć odważniej.

Wasze nastroje przed FAMĄ?:)

KUBA: Na Famę czekamy z ekscytacją:)

ALICJA: Dla mnie taki wyjazd to zapowiedź dobrych chwil. Kiedy masa kreatywnych ludzi spotyka się w jednym miejscu to wygenerowana energia, która jest niesamowicie niesamowita, ładuje nawet te najbardziej wyczerpane akumulatory. Będzie fajno, wiem. YEAH!


1 komentarz:

  1. Bardzo mi się podoba poprzytulna muzyka - i saute, i z wisienkami, i z bitą śmietanką. Te same utwory inaczej zaaranżowane, z inną instrumentacją dostają nowe, oryginalne życie, więc - świetnie, bo przez to mam od poprzytuli dwa razy więcej smacznej muzy!

    OdpowiedzUsuń