środa, 29 maja 2013

,,Hmmm...Eeee, o Głośnym lepiej nawinął’'- KUBA KNAP

Najczęściej sam produkuje własne utwory, szkoląc się w sztuce miksu i masteringu. Zanim wpadną nam do rąk ''Lepsze Żbiki'', wcześniej uderzy ze swoim ,,Nez Nerwów, Bez Złudzeń''. Dla Podsłuchalni- KUBA KNAP.

Mateusz Grzeszczuk: Jeszcze w lutym padały opinie, że Alkopoligamia zapewnia bardzo małą promocje. Nie sądzisz,  że lepiej byłoby wydać porządnego nielegala i dopiero później wrzucać płyty na półki? czy nie zobaczymy tego na półkach ?: ) Bo opinie i zdania są różne. Raz, że Mes uznał z Tobą że jest za wcześnie,  raz, słyszałem, że coś wyjdzie.



Kuba Knap: Po pierwsze- uważam, że promocja Alkopoligamicznej młodzieży jest prowadzona w słuszny sposób, bez  pośpiechu i niepotrzebnego budowania hajpu na siłę. Po drugie- ''Bez Nerwów, Bez Złudzeń'' jest takim półnielegalem- nie będzie go na sklepowych półkach, ja na nim nie zarobię, a żeby dostać samą płytę najlepiej wpaść na koncert, albo jakiś hiphopowy event. Co do tego, kto zdecydował o formie wydania- była to moja autonomiczna decyzja, która przedstawiłem chłopakom z wytwórni i okazało się, że oni podjęli bardzo podobną równolegle, więc nie było trudno o zgodę w tej kwestii. Na pełnoprawny legalny debiut mam czas i muszę jeszcze trochę długów naspłacać.

Mateusz Grzeszczuk: Informacje, że zasililiście szeregi Alkopoligamii krążyły równo rok temu. Zmieniło się od tego czasu Twoje postrzeganie środowisk hip-hopowych? Byłeś jedną nogą w środku, miałeś okazję podpatrywać pewne sytuacje, zjawiska. Co się zmieniło, co pozostało bez zmian?

Kuba Knap: Trzeba zacząć od tego, że ja w tym środowisku uczestniczyłem mało aktywnie- oprócz większych koncertów i ważniejszych undergroundowych imprez albo, co ciekawszych wydarzeń około hip- hopowych rzadko można mnie było  złapać w Warszawie, więc nie czułem się częścią tego środowiska. Mentalnie- tak, fizycznie miałem ograniczone możliwości. Od półtora roku, około, możliwości zmieniły się diametralnie, na stałe mieszkam w Warszawie i  wykorzystuję to przy każdej okazji. Zostałem jakby wciągnięty w to hiphopowe życie przez starych warszawskich wyjadaczy, czyli chłopaków z Zetenwupe Ferajny. Zatem moje postrzeganie środowiska zmieniło się praktycznie  całkowicie. Mówię wciąż o środowisku warszawskim, o ogólnopolskim nie wiem prawie nic. Oprócz kilku plotek, wiadomo. Jakbym miał już wydawać jakiekolwiek sądy to powiedziałbym, że jest ludzko. Nikt, z tych których poznałem nie buja w obłokach, każdy trzyma się blisko ziemi.


Mateusz Grzeszczuk: A jeżeli chodzi o Twoje kontakty z Mesem, który dla mnie osobiście jest najlepszym raperem w  Polsce. Miałeś okazję z nim bywać, pomógł Ci w jakimś stopniu. Jaki jego wizerunek prywatnie zaobserwowałeś?



Kuba Knap: Jestem zaskoczony jakie stosunki zawiązały się do tej pory między nami, czyli Zetenwupe, LJ Karwelem i mną, a starą alkogwardią. Bo po prostu zostaliśmy przede wszystkim kumplami, dopiero później współpracownikami. To samo między naszą młodą czwórką. A odpowiedzią na to pytanie niech będą ostatnie zdania z mojej poprzedniej wypowiedzi.

Mateusz Grzeszczuk: Na stronie Alkopoligamii widnieje informacja, że pochodzisz z artystycznej rodziny. Może zechciałbyś opowiedzieć o tym parę słów?

Kuba Knap: Trochę to naciągane stwierdzenie, ale możliwe, że tylko ja tak uważam, przez mój wielki szacunek do tytułu 'artysty'. Zdecydowanie patrzę na  moją Mamę jak na artystkę mniej ze względu na twórczość, a bardziej ze względu  na życie. Co nie znaczy, że uważam jej twórczość za słabą- przeciwnie, uważam, że jej malarstwo jest świetne, z duszą. Doceniam to, że znajduje czas na masę aktywności związanej ze sztuką, szeroko pojętą, biorąc pod uwagę, że większość tygodnia pracy spędza ucząc w szkole, lub ucząc w domu. Z kolei moja siostra jest fotografem z krwi i  kości i bardzo gorąco jej kibicuję, bo ma niewiarygodny talent do wyciągania magii z rzeczy zwykłych,  codziennych. Ja siebie artystą nie nazywam. Niech inni oceniają.

Mateusz Grzeszczuk: ,,Nudzę się, dłubię bród spod paznokcia Kłócę się, siostra chce żebym został'' Nazwałbyś się spokojnym, luzackim raperem, który ma coś z lenistwa? Nie spieszy się do nagrań, twierdzi, że na wszystko jeszcze jest czas?

Kuba Knap: Nazwałbym się spokojnym, luzackim raperem, który usilnie walczy z własnym lenistwem, bo, jak każdy nałóg, mimo, że coś mi mówi, że je kocham, to jednak czuję, że to przejebana opcja. Kocham lenistwo, kocham się nie spieszyć, ale wiem, że czasu jest mało. Ciężko to pogodzić, co? Z rapem jest inna historia: jako jedna z naprawdę nielicznej grupy aktywności, w których czuję, że się spełniam i uwielbiam to robić, rap ma najwyższy priorytet. Do niego mi się zawsze spieszy, jeśli tylko wiem, że z nagrywki/ pisania/ siekania bitu wyniknie coś godnego uwagi (no bo nie ma co ukrywać, czasem odpuszczam spontaniczne wypady do studia). Uważam, że w mojej sytuacji, i kogokolwiek kto jest w podobnej, muzyka powinna stać na nienaruszonym pierwszym miejscu.

Mateusz Grzeszczuk: Chyba jesteś w takim miejscu, że ciężko nie byłoby wykorzystać każdą sytuację, okazję? Bo później może się po prostu nie zdarzyć...

Kuba Knap: Right on, brother! Trochę mi zajęło, żeby zdać sobie z tego sprawę, praktycznie cały 2012 na fali euforii po prostu przepiliśmy i przepaliliśmy. Od kiedy się obudziłem, staram się nie zamulać i robić rzeczy, które znaczą.



Mateusz Grzeszczuk: Często mimo wszystko w swoich tekstach poruszasz motyw, że boli Cię ten stracony czas, błędy, problemy, dorastanie. Może więc rap będzie tym czym możesz sobie odpokutować za dawne, jakby to nazwać 'winy'?

Kuba Knap: Te winy nie są dawne, są aktualne. Nie od dziś wiadomo, że, w zasadzie, dowolna twórczość, w sensie tworzenie, ma wartość terapeutyczną. U mnie jest tak samo.

Mateusz Grzeszczuk: Niedługo koncert premierowy płyty. Nerwy? W skrócie: jaki to będzie krążek, czego możemy się spodziewać?

Kuba Knap: Koncerty z materiałem z tej płyty gramy już z miesiąc, a nerwów nie ma, bo ja uwielbiam przebywać na scenie. Ale faktycznie, koncert jest nazwany premierowym, bo płyta jeszcze przed nim wyląduje w Internecie  a fizyczne wersje będą do dostania w klubie. A spodziewać się można dużej dawki kacowo- dżointowych przemyśleń, niekoniecznie beztroskich i sporej dawki humoru położonych na klimatycznych, nieszablonowych bitach z południowym sznytem. Tylko dobre zwrotki, tylko zacni goście. Głupio może trochę tak, ale przyzna się, że lubię tę płytę. A 7 czerwca w Harendzie to samo: przede wszystkim klimat, sami kumaci ludzie, świetne melanżysko i piękne, symboliczne powitanie wakacji- zapraszam gorąco!



Mateusz Grzeszczuk: To może pytanie na koniec. Twoja reakcja na wersy Mesa:

,,na koniec ten punch line matki natury (Kuba Knap?!)
skurwiel dosłownie trzyma głowę w chmurach
sam musi robić sobie bity, ma tak odrębny lot
wysoko mierzy, ja w niego wierzę, to podniebny kot''?

Kuba Knap: Pierwsza myśl? ‘’Hmmm... "Eeee, o Głośnym lepiej nawinął’’ :)

Mateusz Grzeszczuk: Dzięki wielkie za rozmowę!

Kuba Knap: Pozdrówernia i dzięki!



1 komentarz:

  1. Knap ma w sobie coś tak dziwnego, ale zajebistego max... pjontka fhui!

    OdpowiedzUsuń