niedziela, 7 kwietnia 2013

''Jama Zła przeszła nasze najśmielsze oczekiwania''- SIR MICHU


Człowiek orkiestra. Rocznik 1982. Urodził się w Iławie. Współpracował z Numerem Raz i Warszafskim Deszczem. Całkiem niedawno wytwórnia Wielkie Joł, zaprezentowała najnowszy podwójny album warszawskiego rapera Tede zatytułowany Elliminti. Za kompozycję odpowiadał nikt inny jak mój dzisiejszy gość. Dla Podsłuchalni- SIR MICHU!


Mateusz Grzeszczuk: Witaj Michu! Jesteś absolwentem szkoły muzycznej-klasa fortepianu i trąbki. Nauki z młodości przydały się w przyszłej pracy jako producent?



Sir Michu: Cześć!. Tak jestem. Jestem zwolennikiem teorii, że zawsze warto dużo wiedzieć, w każdej dziedzinie to się przydaje. Nie inaczej jest w tym przypadku. Wiedza na temat teorii muzyki, harmonii, interwałów i techniki grania na instrumentach, dała mi przewagę nad tymi którzy to olewają i o ile w prostym bicie hip- hopowym nie ma to może większego znaczenia, to przy bardziej skomplikowanych historiach nie ma możliwości  żeby jej nie posiadać. 

Można żałować tylko ze w polskich szkołach nie ma jako takiej możliwości kształcenia się jako producent, czyli osoba która kuma wszystkie procesy od kompozycji przez aranżacje po miksy i master. Tego wszystkiego niestety musiałem się uczyć sam. Na szczęście na zachodzie funkcjonuje dużo szkól i literatury na ten temat, co znacznie co znacznie ułatwilo mi wniknięcie w temat. Pozatym wymaga to naprawdę milionow godzin spedzonych w studiu, praktyka jest najwazniejsza.


Mateusz Grzeszczuk: Jak wyglądały Twoje początki z muzyką? Zespoły, ludzie?

Sir Michu: Jako 13-14 latek grałem w młodzieżowej orkiestrze dętej, oczywiście na trąbie i bardzo fajnie wspominam tamten okres. Ogólnie granie w zespole to zajebista sprawa, kształci na wielu poziomach. Potem na studiach chciałem mięć cały czas kontakt z instrumentami wiec łapałem się różnych chałtur na terenie 3miasta. Miedzy innymi grałem w zespole rock'n rollowym. Do tego robiłem sporo produkcji, lokalnie, np. z rymoplastykonem, skrzypem, mona. Wszystko powstawało na kompie w akademiku i nagrywane było w warunkach typowo amatorskich. Dużo mnie to nauczyło, wtedy juz wiedziałem ze chce być Najlepszym Producentem Suuukooo! :) W 2004-2005 roku miałem okazje popracować w prawdziwym studiu Piotra Pronki w Gdyni, który miał np. wielkoformatowego analogowego SSL'a i miliard tych sprzętów, które na co dzień oglądasz na zdjęciach w zachodnich czasopismach. Potem, mieszkając juz w Wawie grałem przez chyba 2 lata na największych scenach w kraju z Marika.



Mateusz Grzeszczuk: Jak wspominasz współpracę z Te-Trisem przy jego solówce?

Sir Michu: Te-Trisa poznałem zaraz po tym jak przeprowadziłem się do Wawy, czyli gdzieś na przełomie 2007/2008.  Nagrywał w LWW, w którym tez często bywałem i jakoś tak naturalnie wyszło, że zaprosił mnie do współpracy przy niej. Koncept był zajebisty bo opierał się na sporej ilości żywych instrumentów, czyli cos co ja zawsze staram się przemycać w swoich produkcjach. Nagrywaliśmy sporo klawiszy, deciaki, wokalistów, cala płyta była realizowana w naprawdę zawodowych warunkach i była to chyba pierwsza albo jedna z pierwszych produkcji LWW realizowana juz na ich nowym Neve. Podsumowując - bardzo udana współpraca w bardzo zacnym gronie.

Mateusz Grzeszczuk: Jak długo trwały prace nad ''Elliminati''? Zgadzaliście się z Jackiem w 100% co do każdego tracku, czy produkcji towarzyszyła burzliwa dyskusja?

  
Sir Michu: Prace na Elli zaczęliśmy właściwie od razu po Mefisto. Mamy taki tryb ze obaj nie umiemy usiedzieć na dupie i musimy cały czas nagrywać. Pomijając przerwie na wyjazd Jacka do USA to prace trwały okrągły rok. Koncept zakładał zrobienie płyty świeżej, inspirowanej obecnymi trendami na zachodzie, ale zawierającej przede wszystkim nasz lokalny polski pierwiastek. Nazwaliśmy to Acid Trap, czyli nasza wizje polskiej muzyki nowoczesnej. Oczywiście jest tez ukłon w stronę trueschoolowych słuchaczy i stad np. kawałek nie Banglasz. Dużo uwagi poświęciłem miksom, tak aby ustawić zupełnie nowa jakość w naszym kraju, co zabrało mi łącznie z 6 miesięcy pracy prowadzonej równolegle z nagraniami. Master ostatniej płyty skończyłem gdzieś 10-12 marca. Co do dyskusji - zawsze dużo rozmawiamy na tym polega ta praca. Mamy na tyle zbieżna estetykę, ze podobają nam się podobne rzeczy co z zasady nie powoduje drastycznych różnic. 


Przez to ze pracowaliśmy cały rok, powstało ponad 50 kawałków i jak wynika z czystej statystki nie codziennie masz pomysł na zajebisty tekst czy bit, stad selekcja i na Elli mamy finalnie 30 parę kawałków,  które obaj uznaliśmy że są zajebiście świeże i po prostu zajebiste. Poza tym sugerowaliśmy się tez opinia zaprzyjaźnionych osób, niekoniecznie związanych z muzyka, które na bieżąco poznawały, materiał, co bardzo pomaga, bo przy takim tempie pracy i ilości można zatracić obiektywizm. Dlatego tez uważam ze Elli to najlepsza płyta jaka do tej pory zrobiliśmy.

Mateusz Grzeszczuk:  To teraz pytanie z innej beczki- Jama Zła. Wasz wspólny projekt 'dla beki'. Myślicie o kontynuacji? Co wami kierowało, żeby wyprodukować coś takiego?

Sir Michu: Doświadczenia życiowe nami kierowały. Nie wiem, może jeszcze kiedyś nagramy utwory o zabarwieniu erotycznym i głębokim przekazie. Jama Zła przeszła nasze najśmielsze oczekiwania bo np. kawałek pralka, nie mając kompletnie żadnej promocji, w tej chwili na kilku kontach ma pewnie ponad bańkę wyświetleń, ludzie znają ten materiał, kumają bekę i to jest zajebiste. Przypomnę, że cały materiał to zbiór freestyli, taki było koncept, zero pisania tekstów. Jednak od 2009 dużo się w naszym życiu pozmieniało, mamy mniej inspiracji tego typu, ale na pewno kontynuacja ciągle jest możliwa


Mateusz Grzeszczuk: Nie myślisz, że ostatnio coraz bardziej w Polsce zwraca się nie tylko na raperów, ale i na producentów? Totalna odmiana. Ludzie lukają kto robi mixy, masteringi, produkcja, instrumenty...

Sir Michu: Widzisz, jak obejrzysz sobie np. takie opole 77 to zobaczysz, że w zapowiedzi piosenki wymienia się nie tylko panią, która śpiewa, ale też człowieka od tekstu aranżacji kompozytora. Potem stopniowo gdzieś to zaczęło zanikać, a moim zdaniem to było zajebiste bo Ci ludzie tez są ważni.


Obecnie na taki fakt składa się na pewno klika czynników. Po pierwsze, codziennie zalewa Cię masa informacji, klipów, kawałków, jest tego od ch***, nikt nie studiuje jednej kastety przez miesiąc tylko słucha po minucie na youtube i klika next. Ludzie kojarzą kawałek z ryjem. Generalnie musisz ich skupić na konkretnym ryju, czyli przykładowo masz kawałek jakiegoś tam rapera i nikogo nie interere kto go produkował, ew. fajny/nie fajny bit, gruba nuta itd. Ale jak masz tego samego rapera w klipie np. z Donatanem i cały PR kładzie nacisk na to ze to płyta Donatana i on gra tam pierwsze skrzypce to ludzie nagle nie zwracają uwagi na rapera, tak samo było z Robertem M. Kto się zastanawiał co za kobita śpiewa w refrenie ? Nikt, wszyscy kojarzyli projekt z nim. Kwestia PR i ustawienia ludzi na kim skupić uwagę.

Przez takie akcje może część ludzi zaczyna sprawdzać cos więcej niż  ksywę wykonawcy w tytule. Nie wiem, nie monitoruje tego, generalnie myślę, że większość ma to w dupie, a winni temu są tez sami producenci, którzy albo są autystyczni i nie chcą się pokazywać, albo maja gówno do powiedzenia, albo z jakiegoś powodu nie być medialni albo w końcu maja tak mało wolnego czasu na to ze zamiast święcić ryjem i pisać co minuta na fb zapieprzają w studiu.  Ja osobiście uważam ze ludzie maja Cie znać, maja wiedzieć co robisz maja się jarać i ch*** :)

Mateusz Grzeszczuk: Gdybyś miał wybrać kawałek, który stałby się Twoją wizytówką, z którym przyszedłbyś na ważne spotkanie i miałbyś go zaprezentować. Coś z czego jesteś najbardziej zadowolony. Co wybierasz i dlaczego?

Sir Mich: To zależy gdzie bym szedł :)  Generalnie kawałki, które uważam, że są zajebiste totalnie nie maja hajpu, a te które robiłem dla beki albo nie są moim zdaniem wybitne maja hajp największy.  Temat obecnych trendów i tego jak mało czasami potrzeba żeby ludzie się zajarali, to gadka na osobna książkę :) Osobiście patrząc tylko na ostatnia płytę to np. kawałek Wwa żegna - bardzo duże instrumentarium, które musiałem napisać, zaaranżować, nagrać i zmiksować - takimi numerami się jaram, co nie znaczy że inne uważam za ch**** bo akurat na tej płycie takiego nie ma, wiec pewnie na tym hipotetycznym spotkaniu dąłbym egzemplarz "Elliminati" jako swoja wizytówkę.

Mateusz Grzeszczuk: Dzięki wielkie za rozmowę!

Sir Michu: Pozdro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz