piątek, 15 lutego 2013

''Założyłbym The Beatles!''- Sławek Uniatowski




Polski wokalista, kompozytor i autor tekstów. Przygodę z muzyką rozpoczął w wieku trzynastu  lat w zespole muzycznym. W wieku szesnastu -dostrzeżony przez Sławomira Ciesielskiego. Współpracował między innymi z Leszkiem Możdżerem, Adamem Nowakiem czy Jackiem  Bończykiem. Dla Podsłuchalni- Sławek Uniatowski! 


Mateusz Grzeszczuk: IV edycja programu Idol. Znajdujesz się w finałowej dziesiątce, wygrywa  Maciej Silski, Ty ostatecznie  zajmujesz drugie miejsce. Myślisz, że Twoja kariera potoczyłaby się  zupełnie inaczej gdyby udało Ci się wygrać program?

Sławek Uniatowski: Kontrakt z Sony Music, wtedy BMG, podpisałem przed Maćkiem, a wygraną był 
właśnie ten kontrakt. Myślę, że nic specjalnie nie zmieniłoby się gdybym wygrał ten program. Był to fajny 
czas i miło go wspominam.


M.G: Jako wizję Twojego wymarzonego duetu, podałeś dwa nazwiska: Łobaszewska i Jopek? Czy od 
tamtego czasu był jakikolwiek kontakt z Twojej strony, a może w tym momencie chciałbyś zmienić 
zdanie?

S. U: Na pewno zaśpiewam duet, jeśli tylko dostanę taką propozycję od artystów, których podziwiam. 
Nie mam ograniczeń. Lubię robić rzeczy, które mają sens i sprawiają słuchaczom przyjemność.

M.G: Ciekawi mnie idea Jazzowych Poniedziałków. To Twój autorski pomysł? Kogo zapraszacie do 
Warszawy i jaki charakter mają te koncerty?

S.U: Jazz Monday's jest dla przyjemności. Nie zarabiam na tym. Wstęp jest wolny i na ludzi czeka  wiele atrakcji w postaci różnych, zdolnych artystów. Otwieram koncert kilkoma utworami  charakteryzującymi się jazzowym brzmieniem, później już tylko prowadzę wieczór i zapowiadam gości. 
Stoliki trzeba rezerwować tydzień wcześniej. To miłe, że zawsze mamy pełną salę. A może zmieniłoby  się to gdyby wstęp był płatny...

M.G: Gdybyś miał cofnąć się w przeszłość, byłyby to lata 60, 70, a może 80? Oczywiście mówimy o  klimatach muzycznych, w których czułbyś się najlepiej, dodatkowo mógłbyś pójść na koncert ulubionej  kapeli. Dlaczego?


S.U: Cofnąłbym się do lat 50-tych. Poznałbym Paula, Johna, Georga, Ringo i założyłbym The Beatles!

M.G: Bardzo często wspominasz, że fascynuje Cię twórczość Andrzeja Zauchy. Myślisz, że dobrym 
krokiem było posunięcie Kuby Badacha, który nagrał ''Tribute to Andrzej Zaucha''? Czy ta płyta była 
potrzebna, nawet w kontekście pamięci o artyście, o którym mimo wszystko- pamięta bardzo wielu 
fanów, a muzyka jest wciąż żywa?

S.U: To bardzo dobra płyta. Im dłużej jej słucham, tym bardziej przekonuję się do aranży. Wydaje mi 
się, że też kiedyś nagram A. Zauchę po swojemu. Kiedy zdobyłem główną nagrodę im. Krzysztofa 
Komedy Trzcińskiego na Festiwalu Piosenki i Ballady Filmowej w Toruniu, śpiewałem "Wymyśliłem 
Ciebie". Bardzo ciekawa idea festiwalu. Każde wykonanie utworu artysty, którego się ceni, jest hołdem, 
nawet jeśli jest się na karaoke. Czasami jednak mam dosyć tego typu hołdów...

M.G: Jak trafiłeś do projektu ‘’Poland why not?’’. Jak udało Ci się nawiązać współpracę?
S.U: Mój kolega, Brian Allan namówił mnie do współpracy. Brian również jest współtwórcą Jazz 
Monday's. Małymi kroczkami udało się zebrać artystów i nagrać album. Koncertowaliśmy w Indiach, 
Tokio... Wielka, piękna przygoda.

M.G: Dzięki za rozmowę!

S.U: Dzięki, cześć! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz