poniedziałek, 18 listopada 2013

Nie lubię poniedziałków: Cicha rewolucja głośnych pań?

Na jednym z moich ulubionych rysunków Plawgo/Pyrka uroczy pan w sweterku i okularach smuci się nad wódą i papierosami, że nie ma już z kim rewolucji robić (tak aktywnie wszyscy korzystają z uroków cywilizacji w godzinach wolnych od pracy). Myślę, że jeszcze do niedawna w podobnej sytuacji mogliśmy zastać Pink, która sama starała się przewartościować zasady kierujące przemysłem muzycznym i życiem jej fanów. Z odsieczą przyszła jej Lily Allen ze swoją najnowszą piosenką Hard Out Here, która świetnie wpisuje się w wylansowany kilkanaście lat temu przez Pink styl. Liczne analogie dla nowego singla Allen możemy bez trudu odnaleźć w Stupid Girls, F**kin’ Perfect czy Don’t Let Me Get Me.



    Nie mam wątpliwości, że zetknęliście się już z produkcjami Alecii, gdybyście jednak nie wiedzieli o czym śpiewa Lily, polecam jak najszybciej zapoznać się z tym energetycznym, wpadającym w ucho kawałkiem:



Już pierwsze sceny skłaniają nas do porównań z teledyskiem do Stupid Girls. Na pewno jest to najprostszy i najbardziej czytelny sposób przedstawienia problemu, dlatego tak chętnie panie po niego sięgają. Stół operacyjny, odsysanie tłuszczu, drobne korekty w wyglądzie i uszczypliwe męskie komentarze. Wynosząc z dobrych kontaktów między artystkami zakładam, że Pink nie miała pretensji do koleżanki o powielanie jej pomysłów. Ale co na to słuchacze? Może to wywoływać w nich pewne znużenie. Stare, dobrze znane chwyty i bardzo czytelny przekaz nie mogą zwalić nas z nóg. Niemniej po pierwszym przesłuchaniu Hard Out Here nie mamy dosyć – klip, muzyka, głos i sam tekst działają hipnotycznie – musisz nacisnąć replay. Produkcja oszałamia krzykliwymi kolorami, artystka wygląda olśniewająco, nie szczędzi ostrych oraz ironicznych słów. Bez trudu znajdziemy nawiązania do ostatnich produkcji Miley Cyrus czy Robina Thicke’a, Lily nie uniknęła także – wydaje mi się kompletnie niesłusznych – oskarżeń o rasizm. To, co ja nazwałabym ironicznym nawiązaniem do teledysku młodszej wokalistki, uznane zostało za nadużycie. Jak widać publiczność stała się nieporównanie bardziej wrażliwa i nieprzebłagana niż jeszcze kilka lat temu, co akurat w szerszej perspektywie możemy przyjąć za dobrą monetę. Równocześnie jednak artyści docenili wartość skandali oraz niekoleżeńskich zagrywek. A to już chyba większy problem.   

Skoro nie o rasizmie, to o czym jest Hard Out Here? Myślę, że nie powinno być z odpowiedzią na to pytanie większych problemów. Zdecydowanie nie chodzi tu o kolejną feministyczną kampanię, ale – mówiąc najprościej - o zachowanie zdrowego rozsądku. Pozwoliliśmy telewizji dyktować to jak mamy wyglądać i co w życiu robić, aby utrzymać się w branży nie wystarczy już dobry głos i sensowny tekst. Niezbędny wydaje się być cały seksistowski sztafaż, którego ofiarami padły niemalże wszystkie współczesne piosenkarki. Prowadzi to nie tylko do katorżniczych diet i zaburzonego postrzegania samej siebie, ale również do braku różnorodności na scenie. Jeszcze kilkanaście lat temu wykonawców muzyki pop ceniono za ich oryginalność, odrębność oraz niepowtarzalny styl. Dzisiaj każda piosenkarka występuje w otoczeniu gibkich tancerek, w szpilkach, obcisłych strojach i krzykliwym makijażu. Brak miejsca dla jakiejkolwiek inwencji własnej. Szczególnie narażone na to wydają się młode wokalistki, dopiero wkraczające w muzyczny półświatek. Jednak, jak pokazują przykłady Pink i Allen z tym problem muszą borykać się także, wydawałoby się, zadomowione już na scenie panie. Dlatego w piosence z nadchodzącej płyty Lily odważnie wyśmiewa reguły gry oraz epatowanie władzą i seksem w teledyskach.  

Wątek dotyczący (niesłusznie) pejoratywnie nacechowanego słowa ‘bitch’ przewijał się u każdej znanej szerszej publiczności artystki – znajdziemy go u Krysi, Lil Kim, Nelly Furtado, Beyonce, Keri Hilson czy wreszcie w niesamowitym utworze Janelle Monae Q.U.E.E.N. Zadziwiające, że mimo tak wielu przykładów temat ten nigdy nie był poważnie dyskutowany, w związku z czym powstają kolejne piosenki, w których artystki wyrażają swoją frustrację. Możemy powtórzyć za Janelle pytanie: what’s the price of the fame? I może to właśnie ten kawałek powinnam wziąć dzisiaj na tapetę. Boska Erkah Badu i piękna panna Monae tworzą niezwykle dumny i silny duet, pewny swoich racji (oraz przekazujący je w niezwykle estetyczny, niesztampowy sposób). Jednak wydaje mi się, że ciężko porównywać coś tak odmiennego w swojej formie – Lily stawia na zabawę, lekki, choć nie pozbawiony uszczypliwości ton; Pink jako najsłynniejsza chłopczyca oraz buntowniczka sceny nie szczędzi szyderstw oraz krytyki, w najbardziej chyba zabawnym wydaniu; Janelle oraz Erykah natomiast wydają mi się być z zupełnie innej gliny ulepione. Już sam tytuł wskazuje, z kim mamy do czynienia, jest to klasa i styl przewyższający nawet Miss Carter (głównie przez wzgląd na obecność Badu i jej ‘niby od niechcenia’ bojowniczą postawę). W opozycji jest również minimalistyczny teledysk utrzymany w biało-czarnej tonacji. Domyślam się jednak, że ten ton nie każdemu słuchaczowi przypadnie do gustu. Chętniej sięgniemy po bardziej krzykliwe i kolorowe klipy, nie szczędzące mocnych słów oraz piosenki skupiające się na wąskiej problematyce. Q.U.E.E.N. natomiast porusza o wiele szerszą i bardziej złożoną tematykę, domagając się praw poważniejszych, o szerszym zasięgu niż te postulowane przez wymieniane wcześniej panie. W tym więc tkwi ich siła i słabość jednocześnie.

     Jestem wielką fanką wszystkich czterech pań, którym poświęciłam tego wieczoru trochę uwagi, muszę wyznać, że cieszy mnie różnorodność w sposobie przekazywania takich treści. Od delikatnych dźwięków i dziewczęcych głosów dziewcząt z TLC, przez wulgarne miny i teksty Lil Kim w towarzystwie Aguilery, zachwycającą Beyonce aż po Lily Allen, Pink czy Janelle Monae. Im więcej w muzyce pop i r’n’b takich klimatów oraz poruszanie takich zagadnień, tym lepiej dla rynku i dla słuchaczy, którzy nieoczekiwanie mogą sobie wyrobić poglądy na sprawy, którymi pozornie się nie interesują. Pozostali mają kolejny powód do zachwytów nad inteligencją oraz zdrowym rozsądkiem kobiet.



MAGDALENA KARGUL


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz