wtorek, 3 grudnia 2013

SlavRAPS - I znowu ten słowiański Donatan...






Dzisiaj, można powiedzieć, odcinek specjalny. Nie będzie bowiem prezentacji rapera z żadnego słowiańskiego kraju, nie będziemy mogli za wiele posłuchać, ciężko w ogóle nazwać ten artykuł „muzycznym”. I za to przepraszam, jednak znalezisko sprzed kilku dni skłoniło mnie do napisania kilku słów, których pierwotnie nie miałem napisać. Nie byłem z początku pewien, czy poniższy wywód będzie odpowiedni dla rubryki SlavRaps, jednak po jakimś czasie stwierdziłem, że tak. Tłumaczę to faktem, iż to moje miejsce na Podsłuchalni opiera się na dwóch zasadniczych pojęciach: muzyka i szeroko pojęta Słowiańszczyzna. Temat, który chcę dziś poruszyć, niewątpliwie koresponduje z tymi dwoma filarami.




Cóż to za znalezisko? Szereg portali informacyjnych przekazało kilka dni temu informację o tym, że najbardziej znany przeciętnemu Kowalskiemu producent rapowy, czyli Donatan, nie uciszył swojego – ekhem, ekhem – „słowiańskiego” ducha po wydaniu Równonocy, a następnie singla My Słowianie i postanowił ponownie zabrać głos w sprawie kultury naszych przodków. Jako że sam uważam siebie za zapalonego słowianofila, tak z pasji, jak i ze studiowanego kierunku, po prostu nie mogłem ograniczyć reakcji na to, co przeczytałem, do złapania się za głowę i wzięcia kilku głębszych wdechów na uspokojenie. Nie mówię, że jestem osobą kompetentną, aby prawić niepodważalne morały o Słowianach i ich kulturze, ale wydaje mi się – a nawet jestem pewien – że to, czego mnie dotychczas nauczono i w ogóle cała moja wiedza na ten temat, zasadniczo kłóci się z rewelacjami pana Donatana.

Szybkie streszczenie cytowanej w internecie wypowiedzi producenta: Kościół rzymskokatolicki w Polsce jest ambasadorem obcej kultury. Słowianie, w opinii Kościoła, byli przed chrystianizacją prymitywnymi ludźmi, którzy chodzili po drzewach. Kulturę przyniósł nam, Słowianom, św. Wojciech. Święty Wojciech palił ludzi na stosie. Chrześcijaństwo poczyniło naszej kulturze więcej złego niż dobrego.

Zanim zmierzę się z powyższymi założeniami, chciałbym zwrócić Waszą uwagę na pewną bardzo istotną kwestię. Otóż pan Donatan – niestety, podobnie jak większość opiniotwórczych mediów w Polsce – myli pojęcia. Niefortunnym w moim odczuciu żonglowaniem określeniami: Polacy i Słowianie, kultura polska i kultura słowiańska pokazuje, że albo nie do końca wie, o czym mówi albo ubiera to w niewłaściwe słowa. Utożsamianie najstarszych etapów naszej historii ze słowiańskością jako taką jest niestety bolączką wielu rodaków. Powoduje ono sytuacje, w których słysząc „Słowianie”, wspomniany na początku tekstu Jan Kowalski może pomyśleć o siedzącej gdzieś w starej polskiej puszczy przy ognisku grupie ludzi, którzy właśnie oddają się czczeniu pór roku albo – o, zgrozo – ubijaniu masła. Błąd, panie Kowalski (i panie Donatanie). My byliśmy Słowianami i wtedy, i dziś. Nie tylko zresztą my, ale – dawniej – setki innych plemion już w VI wieku rozrzuconych na obszarze od Wielkopolski po Morze Egejskie, od Łaby co najmniej po Dniepr oraz kilkanaście narodów obecnie. Racja, kultura plemion lechickich (bo o pojęciu Polak ciężko jeszcze wtedy mówić) jest kulturą naszą, ale nazywanie jej słowiańską budzi u mnie obawę, że ktoś tu próbuje twierdzić, iż tylko dawny Polak = Słowianin.

Przejdźmy jednak do konkretów. Pan Donatan obstaje przy tym, iż te plemiona słowiańskie, które utworzyły na terenie dzisiejszej Polski pierwsze twory państwowe i które uważamy za protoplastów naszego narodu (Polanie, Wiślanie itd.), stworzyły fascynującą kulturę, w którą z ciężkimi buciorami wprosiło się chrześcijaństwo. Niewątpliwie, przed chrystianizacją z czasów Mieszka I mamy do czynienia z bardzo ciekawym okresem z unikalnymi zwyczajami, tradycjami, wierzeniami. Z retoryki producenta wynika jednak, że kiedy w 966 r. Piastowie przejęli od Czechów nową wiarę (nie będę rozpisywał się tu o okolicznościach i celach, od tego są odpowiednie publikacje), rozpoczęła się jakaś deslawizacja kultury naszych przodków. Donatan nie raczy jednak wspomnieć o gigantycznym rozwoju kulturowym po wstąpieniu do obszaru kultury łacińskiej, uznając najwidoczniej, iż jest to coś obcego i basta. Tymczasem śmiem twierdzić, że po chrystianizacji tacy Piastowie nie czuli się mniej „słowiańscy” niż przedtem. Chrześcijaństwo istotnie zmieniło naszą kulturę i nadało jej nowy kierunek. Rozwój piśmiennictwa, sztuki sakralnej, architektury, a nawet sposobów organizacji rolnictwa... Długo by wymieniać. Przyjęliśmy je jednak i do pewnego stopnia (choć zapewne mniej, niż gdyby dostała się na te tereny misja Cyryla i Metodego) zaadaptowaliśmy – mieliśmy na to przecież dużo czasu. To w dalszym ciągu nasza kultura, a chrześcijaństwo – nie umniejszając wierzeniom pogańskim, czy (jak woli pan Donatan) wierze rodzimej – jest, kolokwialnie mówiąc, cholernie słowiańskie. Nie ma bowiem dziś nieschrystianizowanego narodu słowiańskiego (choć do obecnych czasów przetrwała pewna grupa słowiańskich muzułmanów), a kultury narodów zaliczanych w poczet Słowiańszczyzny nigdy nie rozwinęłyby się do takiego stopnia, gdyby magiczną różdżką wymazać z ich historii chrzest. Wątpliwości? Polecam zapoznać się z detalami i efektami choćby misji wielkomorawskiej.

Poza tym, obarczanie odpowiedzialnością Kościoła rzymskokatolickiego w RP za wprowadzenie nowej wiary u naszych przodków jest – mimo mojego sceptycyzmu wobec tej organizacji – co najmniej nie w porządku. Państwa Piastów nie chrystianizował przecież on. Jest to jedynie – podobnie jak dziesiątki innych chrześcijańskich grup wyznaniowych na terenie naszego kraju – dzisiejszy efekt pośredni owej dawnej chrystianizacji (i to posłużyłem się chyba zbyt dużym uproszczeniem). Kościół ambasadą obcej kultury? No nie bardzo...

Nie znalazłem również w swoich poszukiwaniach (tak teraz, jak i podczas całej swojej krótkiej slawistycznej „kariery”) wzmianki o św. Wojciechu, który paląc ludzi zmuszał ich do przejścia na wiarę nie będącą naszą wiarą narodową. Pomijam już kolejne niefortunne sformułowanie: „wiara narodowa”, ale to zdanie trochę wybiło mnie z rytmu. Słowiański (a ściślej: czeski) duchowny Vojtěch Slavníkovec podczas swojego bardzo barwnego życia pełnił rolę misjonarza w wielu miejscach, jego pobyt u Bolesława I Chrobrego był jedynie epizodem. Podczas chrystianizacji Prusów (a więc nie-Słowian) dochodziło co prawda do starć z nieprzychylną mu ludnością, on sam uczestniczył też w bitwach z plemionami pruskimi (w jednej z nich ginąc), nie mam jednak żadnych informacji o jakimś szczególnym okrucieństwie tego człowieka. Correct me if I'm wrong.

Pozostawię zatem otwartym pytanie, dlaczego akurat św. Wojciecha tak przyczepił się pan Donatan, uznając go za czołowego piewcę obcości i praktycznie obarczając całą winą za adaptację kultury łacińskiej w Polsce...

Słoweński zespół Laibach w utworze Slovania. Co prawda nie rap, ale przykład ciekawej interpretacji tzw. Hymnu wszechsłowiańskiego. Można czerpać z pięknej słowiańskiej tradycji nie spłaszczając jej? Można.
 
Mam nadzieję, że wybaczycie mi to odstępstwo od muzyki na blogu jak najbardziej muzycznym. Nic jednak nie poradzę na fakt, że na wzmianki o Słowiańszczyźnie jestem wyczulony jak na nic innego. Jeśli więc ktoś zabiera głos w tego typu sprawach, oczekuję od niego przynajmniej podstawowej wiedzy i merytorycznego poparcia dla swoich tez. Pan Donatan ma prawo do własnych poglądów. W moim odczuciu jednak głoszenie rewelacji niepopartych żadną przekonującą argumentacją – tym bardziej jako osoba znana, rozpoznawalna – jest co najmniej nie na miejscu. Rozumiem, że na tej swojej osobliwej (i nie oszukujmy się: bardzo spłaszczonej – jeśli popatrzeć na klipy do Równonocy) wizji słowiańskości polski producent zarobił niemałe pieniądze i teraz chętnie odcina kupony od najlepiej sprzedanego materiału. Obawiam się jednak, że ktoś tu znowu potwierdził, iż bolączką ludzkości jest podejście: nie znam się, to się wypowiem.

WOJCIECH SUSKI


1 komentarz:

  1. Świetny artykuł, który wiele wyjaśnia i prostuje pewne fakty. Czepię się tylko św. Wojciecha. Okrutnikiem to on raczej nie był, ale to co on zrobił w Prusach, dzisiaj jest zagrożone 2 latami w pudle za "obrazę uczuć religijnych". Gdyby w tamtych czasach ktoś wparował do kościoła, mówiąc że chrześcijaństwo jest fałszywą wiarą, skończyłby niechybnie na stosie ku uciesze gawiedzi, po uprzednich wymyślnych torturach. Pogańscy Prusowie za pierwszym razem wygnali św. Wojciecha, za drugim został skazany na ścięcie przez lokalny wiec. Ten i wiele innych przypadków każą się zastanowić, kto był naprawdę barbarzyńcą. Nie wspomnę już o metodach "nawracania" stosowanych przez Krzyżaków, które przy tamtej skali można porównać do niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej.

    OdpowiedzUsuń