Na wstępie chcę zaznaczyć, że ten tekst jest tylko i wyłącznie moją opinią. Nie jest on spowodowany żadnymi kompleksami, brakami w życiu, niekochającą mnie rodziną, więzieniem, nagminną masturbacją, wstydem, homoseksualizmem, szowinizmem, krótkim członkiem, pryszczami na pośladkach czy innymi przykrymi rzeczami. Pomysł na niego zrodził się już dość dawno temu, a samo zjawisko jeszcze dawniej. Domyślam się, że dla niektórych będzie zbyt kontrowersyjnie, ale to jest właśnie piękno Internetu, że można rzucić mięsem i nikt Ci nic nie zrobi #sokołów. Dzisiaj nie będzie żadnych białasów i Murzynów, będzie za to coś na wzór felietonu, a za tydzień już wracamy do pierwowzoru i zaprezentuję wam kolejnych wartych uwagi kocurów, obiecuję (o ile będziecie jeszcze chcieli czytać moje wypociny). O co się rozchodzi i skąd taki wstęp? Spieszę z wyjaśnieniami - zjawisko rapujących kobiet, a tworzenie gatunku żeńskiego rapu (że co kuczffa?!). Po przeczytaniu pogrubionej czcionki zapewne większość pań poczuje się urażona i zechce mnie wyzwać lub wyśmiać. Lub zignorować, bo to jest najgorsze przecież. Śmiem prosić jednak o doczytanie tekstu do końca, bo na naszym polskim podwórku jednak zjawisko to przybiera postać małej kampanii, mającej na celu gloryfikowaniu w rapsach wszystkiego co ma związek z kobietą, która rapuje do bitu, a to jest chore. Ale po kolei. Zapraszam! Hubert.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmywanie garów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmywanie garów. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 sierpnia 2013
Rap Przegląd: KOBIECY RAP – Z CZYM TO SIĘ JE
Na wstępie chcę zaznaczyć, że ten tekst jest tylko i wyłącznie moją opinią. Nie jest on spowodowany żadnymi kompleksami, brakami w życiu, niekochającą mnie rodziną, więzieniem, nagminną masturbacją, wstydem, homoseksualizmem, szowinizmem, krótkim członkiem, pryszczami na pośladkach czy innymi przykrymi rzeczami. Pomysł na niego zrodził się już dość dawno temu, a samo zjawisko jeszcze dawniej. Domyślam się, że dla niektórych będzie zbyt kontrowersyjnie, ale to jest właśnie piękno Internetu, że można rzucić mięsem i nikt Ci nic nie zrobi #sokołów. Dzisiaj nie będzie żadnych białasów i Murzynów, będzie za to coś na wzór felietonu, a za tydzień już wracamy do pierwowzoru i zaprezentuję wam kolejnych wartych uwagi kocurów, obiecuję (o ile będziecie jeszcze chcieli czytać moje wypociny). O co się rozchodzi i skąd taki wstęp? Spieszę z wyjaśnieniami - zjawisko rapujących kobiet, a tworzenie gatunku żeńskiego rapu (że co kuczffa?!). Po przeczytaniu pogrubionej czcionki zapewne większość pań poczuje się urażona i zechce mnie wyzwać lub wyśmiać. Lub zignorować, bo to jest najgorsze przecież. Śmiem prosić jednak o doczytanie tekstu do końca, bo na naszym polskim podwórku jednak zjawisko to przybiera postać małej kampanii, mającej na celu gloryfikowaniu w rapsach wszystkiego co ma związek z kobietą, która rapuje do bitu, a to jest chore. Ale po kolei. Zapraszam! Hubert.
Subskrybuj:
Posty (Atom)