Dziś wieczorem
ponownie wracamy do przypomnienia wam albumu, który znacie, ale pewnie dość
dawno nie gościł na waszych głośnikach. Tych, którzy czekają na jakieś nowości
muzyczne mogę uspokoić, gdyż za tydzień wracamy do pierwotnych zamierzeń tego
działu. A o kim piszemy dzisiaj? Ex-członek supergrupy (swego czasu) G-Unit, nazywany
kolejnym wielkim odkryciem doktora Dre i kontynuatorem tradycji świetnych
Westcoast’owych raperów z Compton. Swoim debiutem namieszał naprawdę sporo,
głównie za sprawą świetnych singli, które plasowały się na pierwszych miejscach
wszelakich list przebojów. Już sam dobór gości powalał, bo który debiutant może
mieć na swoim albumie 50 Cent’a (i to w trzech kawałkach!), Eminem’a, Busta
Rhymes’a, Mary J Blige czy bity od (rapowego wtedy jeszcze) Timbalanda lub
samego Dr. Dre? Jeśli ktoś już taki zestaw dostaje, to nie może nie osiągnąć
sukcesu i musi być wyjątkowym raperem, wyjątkowym graczem. Właśnie tak,
dzisiejszy wieczór spędzimy z westcoast’owym rapem w najlepszym wydaniu, a to
za sprawą The Game’a i jego pierwszej solówki – „The Documentary”.
