Powiedzieć, ze
scena w USA przeżywa teraz trzęsienie Ziemi, to tak jakby mówić swoim rodzicom
po powrocie z potężnego zalania się, że wypiło się „dwhaaa piffga..”. Cóż takiego się stało, że uśpieni, skupieni
na powiększaniu rozmiaru swoich kont i zaliczaniu tych samych panienek w
najróżniejszych kombinacjach raperzy przypomnieli sobie, że hip-hop to również
rywalizacja i chęć bycia najlepszym? Co było impulsem, który uderzył w nich z
siłą, z jaką uderzyli w marynarzy z Meksyku kibice Ruchu? Otóż był to sympatyczny człowiek na fotografii po lewej stronie.
